Rumors

Zapraszam do udziału w projekcie: Grupa Pisania Kreatywnego!

Obserwatorzy

piątek, 13 października 2017

Chapter 25 ~ Still the same.



            Nic nie dała ciemność, ani zrobiona przez Ivrelę herbata z melisy. Było już późno, ale Setsuko wciąż nie mogła spać. Po prostu nie potrafiła. Zupełnie, jakby zapomniała, jak się to robi. Wciąż i wciąż myślała o starciu z Orochimaru, o tym, co powiedzieli jej Shin i Kaz.
            A potem wspominała wszystkie potyczki z Orochimaru, lata strachu. I to jak nazwał ją dzieckiem kwiatu. A jego głos przywoływał cierpienie, zapach stęchlizny i wszechogarniającą ją ciemność, w której tkwiła, nim znaleźli ją shinobi z Konohy.
            W końcu nie wytrzymała i sięgnęła po alkohol, który niedawno dostała od Madary. Zwinnym ruchem otworzyła butelkę i pociągnąwszy kilka sporych łyków, skrzywiła się. Siedziała tak, popijając, jednak nie zapowiadało się, by trunek miał przynieść jakąś ulgę i pomóc jej w zaśnięciu.
            Westchnąwszy ciężko, wstała i zapaliła światło. Ogarnęła wzrokiem pusty już pokój. Wszystkie rzeczy przecież spakowała, czekając na nadejście kolejnego dnia. Z ponurą miną wyszła na korytarz i po cichu wydostała się z siedziby. Ujrzała przed sobą to samo pobojowisko, z którego jeszcze dobrych kilka godzin temu sprzątali ostatnie truchła przeciwników.
            Okolica była w opłakanym stanie. Nic dziwnego, że nie mogli tam zostać. Zresztą Pain próbował pchnąć do przodu swój plan. Lub raczej plan Madary. Nie miała nic przeciwko zmianie miejsca. Wierzyła wręcz, że im wszystkim wyjdzie to na dobre. Nie będzie musiała, co rano patrzeć na miejsce, gdzie stoczyła ostatnią walkę ze swoim największym koszmarem.
            Wciąż nie mogła uwierzyć, że uciekanie wreszcie się skończyło. Była bezpieczna. A zarazem wszystko tak cholernie się skomplikowało. Że niby była siostrą Nao? I w dodatku córką władcy kraju, o którym do niedawna nie miała w ogóle pojęcia? Dobre sobie.
            Siedziała na kamieniu nieopodal wejścia do siedziby i popijała trunek prosto z butelki. Gdy usłyszała, że otwiera się właz, przeniosła wzrok w tamtą stronę i zobaczyła Itachiego. Jednak tak szybko, jak ich spojrzenia się spotkały, spuściła głowę.
            Nie odezwał się. Usiadł obok niej, zupełnie nie reagując na jej obecność. Nie chodziło też o to, że ją ignorował. Odczytał jej nastrój perfekcyjnie jak zawsze. Wiedział, że i tak nie będzie chciała rozmawiać, a i sam nie był w tym zbyt dobry. Więc po prostu był. Kiedyś też tak robił.

            Była pilną uczennicą, więc niezbyt często zdarzało jej się zawalić misję. Wtedy jednak schrzaniła na całej linii. Była silna, ale wciąż była tylko geninem. Po raz pierwszy wybrali się na trudniejszą, niż dotychczas misję. Zbyt pewna siebie przeceniła swoje możliwości, pakując się w tarapaty.
            Dostała wtedy sporą reprymendę zarówno od swojego nauczyciela jak i mentorki. Cały dzień chodziła nadąsana. A najbardziej dobijała ją jej własna świadomość, że zawiodła. Przyjaciele powtarzali jej, że jest dla siebie zbyt surowa, ale ona nie potrafiła inaczej. Chciała być dobra, najlepsza. Chciała mu dorównać.
            Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest poniekąd przyczyną jej ciężkiej pracy. Nie umiał jej też przekonać, że nie powinna się tak złościć z powodu jednej porażki. Znalazł ją siedzącą na pomoście. Smętnie dyndała nogami nad powierzchnią wody i wzdychała raz po raz.
            Zauważył bandaż na lewym przedramieniu. Chciał zapytać, jak się czuła, ale wiedział, że zbędzie go czymś w stylu „to nic takiego”. Toteż nie zapytał. Usiadł obok. Spojrzała na niego ze smutkiem i odwróciła głowę.
            Drgnęła, gdy poczuła dotyk na zranionej ręce. Delikatnie musnął palcami bandaż. Naprawdę nie potrafił jej pocieszyć, chociaż bardzo chciał. Osobiście, był z niej dumny. Była od niego młodsza, a już tak silna.
            – Boli? – zapytał cicho, a ona pokręciła głową.
            – Nie bardziej, niż moja duma – odpowiedziała równie cicho.
            Uśmiechnął się na to stwierdzenie.
            – Ale jedno i drugie z czasem przestanie boleć.
            – Wiem… Ale i tak jestem wkurzona. Zawiodłam…

            – Nie zawiodłaś – powiedział nagle, zupełnie tak, jak wtedy, gdy byli jeszcze dziećmi. Spojrzała na niego zaskoczona. – Masz taką samą minę, jak wtedy, gdy się o coś obwiniasz.
            Pokiwała przecząco głową i westchnęła.
            – Ja po prostu nie wiem…
            – Czego?
            – Nie wiem już nic – wyszeptała i oparła głowę na jego ramieniu. – Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.
            – Z czasem znajdziesz odpowiedź. Na wszystko potrzeba czasu.
            – Ale to boli… – wyznała cicho i przymknęła oczy. – Nie wiem już, kim naprawdę jestem. Czy moje dotychczasowe życie było kłamstwem?
            – To też w końcu przestanie boleć – oznajmił spokojnie Itachi
            – Tak myślisz?
            – Wiem to. I ty też w głębi serca wiesz, że twoje życie wcale nie było kłamstwem. Twoje decyzje, twoje reakcje, twoje wspomnienia. To wszystko jest prawdziwe – stwierdził, patrząc na nią poważnym, nieprzeniknionym wzrokiem. – Czy może przez wszystkie lata udawałaś?
            – Nie udawałam…
            – Więc dlaczego masz teraz wątpliwości? – zapytał, a Setsuko sama zwątpiła.
            Nagle wszystko to, o czym jeszcze przed chwilą myślała, wydawało jej się zupełnie bezsensu. Całkowita strata czasu.
            – Nie wiem – mruknęła, wzruszając ramionami.
            – Nie będzie łatwo. W przyszłości czeka cię wiele ciężkich decyzji, ale dopóki będziesz postępować zgodnie z tym, co czujesz, nie masz powodu do wątpliwości.
            – Jak to jest, że z taką łatwością potrafisz… – nie dokończyła.
            Właściwie nawet nie wiedziała, jak to nazwać. Przejrzał ją na wylot.
            – Zrobiło się chłodno – rzekł Uchiha. – Powinnaś wrócić do środka i wypocząć. Jutro czeka nas wiele pracy.
            – Nie chcę jeszcze spać.
            Westchnął, ale uśmiechnął się lekko.
            – Zrobię herbaty. Zmarzniesz siedząc tutaj – dodał i zarzucił jej na ramiona swój płaszcz.
            – Nic mi nie jest. Za to ty powinieneś iść spać. Nie ma potrzeby, żebyś ze mną siedział.
            Gdy to powiedziała, na jej głowę spadła ciężka dłoń. Itachi zmierzwił lekko jej włosy.
            – Zaraz przyjdę.
            Chwyciła go za rękaw, więc zaskoczony popatrzył na Setsuko. Pokiwała tylko głową, dając do zrozumienia, że to nic takiego i puściła go. Słowa „nie idź” nie przeszły jej przez gardło. Obserwowała jak Itachi znika w siedzibie i poczuła ukłucie w sercu. Minęło tyle lat, ale nic się nie zmieniło. Wciąż mogła tylko patrzeć, jak odchodzi.
            Uchihy nie było zaledwie przez krótki moment, mimo to, niebo wyraźnie zaczęło się przejaśniać. Oto nadchodził nowy dzień. Setsuko zrezygnowana pociągnęła kilka łyków z butelki, której Itachi najwyraźniej nie zauważył.
            Usłyszała szmer. Była pewna, że to on, ale dźwięk doszedł z zupełnie innej strony. Poderwała się z miejsca i wolną ręką wyciągnęła kunai. Przed nią stał wysoki, zakapturzony mężczyzna.
            Ukłonił jej się, mówiąc:
            – Nazywam się Senki. Przybyłem tu na rozkaz króla Kraju Czasu, gdy tylko dotarła do niego informacja o poczynaniach jego małżonki, Otsune.
            Przypinka z symbolem kraju, taka, jaką nosiła Naomi, potwierdzała jego słowa.
            – Rozumiem – odparła Setsuko, chowając kunai. – Shintaro i Kazuo wspominali, że ktoś się zjawi.
            Dopiero wtedy mężczyzna odważył się unieść głowę i spojrzeć na Aiharę. Zdjął kaptur i przyjrzał jej się uważnie zaskoczony.
            – Pani Reiko – wymamrotał bez tchu. – Nie… Czy to możliwe… Pani! – wykrzyknął, padając przed nią na ziemię ze łzami w oczach. – Król będzie przeszczęśliwy na wieść, że jego córka żyje... Cudowny dzień nastał dla naszego królestwa.
            – Spokojnie – jęknęła, zakłopotana Setsuko, wyciągając przed siebie ręce. – Wstań… Nie wygłupiaj się.
            – Ależ pani – powiedział mężczyzna, a po jego policzkach płynęły łzy. – Osobiście niosłem cię na rękach przed oblicze twego ojca, gdy się narodziłaś… Choć mnie nie pamiętasz.
            – I nie pani, tylko Setsuko.
            – Ale przecież…
            Na to wszystko wyszedł Itachi. Kubki herbaty, które trzymał w dłoniach wypadły mu bezwiednie, gdy sięgnął po kunai.
            – Spokojnie, Itachi! – krzyknęła Aihara. – To wysłannik od ojca Naomi. Shintaro mówił, że ktoś się zjawi – przypomniała mu, a gdy schował broń, dodała: – Ale przydałaby mi się drobna pomoc. Wyjaśnij mu, żeby przestał się wygłupiać i wstał z ziemi.
            – O! Senki! – usłyszeli, gdy właz do siedziby otworzył się po raz kolejny i na zewnątrz wyszedł Shintaro. – Jesteś szybciej, niż myślałem.
            – Proszę mi wyjaśnić, co to ma znaczyć, Shintaro – zażądał mężczyzna, patrząc to na szatyna to na Setsuko.
            – Spokojnie. Wszystko wyjaśnię w swoim czasie. Ale najpierw należy zająć się moją matką.
            – Gdzie jest królowa?
            – W podziemnych lochach – odparł beznamiętnie Shintaro.
            – Dobrze. Niech będzie. Za moment pojawią się tutaj moi ludzie i zajmiemy się eskortą królowej oraz młodej księżniczki.
            – Minako? – podchwyciła Aihara. – Dlaczego ją też chcecie zabrać.
            – Spiskowała razem z królową. Król zadecyduje…
            – Ale przecież ona uratowała mi życie – zaprotestowała Setsuko. – Skrzyżowała miecz z własną matką.
            – To prawda – przytaknął Shintaro. – Nalegam, by Minako została przez kilka dni pod noszą opieką. Zajmijcie się tylko eskortą naszej matki.
            – Bądź pewien, Shintaro, że złożę twojemu ojcu szczegółowy raport, o tym, co tu zastałem.
            – Nie ma takiej potrzeby. Sam przygotowałem raport z pełnymi wyjaśnieniami dla ojca. Wystarczy, że mu je przekażesz.
            Aihara przyglądała się, jak kolejni ludzie z kraju czasu wyprowadzają Otsunę z podziemi. Nie widziała w niej jednak złoczyńcy, a samotną, zagubioną kobietę, która właśnie straciła ojca. Dziwne, bo chociaż Orochimaru był potworem, nie potrafiła winić jego córki. Najpewniej wykorzystał ją, tak jak większość ludzi ze swojego otoczenia.
            – Senki! – rozległ się po jakimś czasie także głos Naomi. – Stęskniłam się!
            Dziewczyna rzuciła mu się w ramiona.
            – Księżniczko?! – przeraził się i wyraźnie zakłopotany próbował oswobodzić się z objęć. – Tak nie wypada.
            – Nie puuuuszczę! Miałeś mnie nie nazywać księżniczką.
            – Ja chyba śnię – westchnęła Setsuko, pocierając palcami skronie.
            – Co tu się, kurwa, wyrabia, że mi spać nie dają?
            – Ivrel… Przybyli ludzie z kraju czasu – wyjaśniła cicho Aihara.
            – Czyli spanie chuj strzelił.
            – Zaparzę kawy. Chodź…
            Zignorowały zamieszanie i wróciły do siedziby. W kuchni nikogo nie było. Wszyscy prawie byli na zewnątrz, tylko nie liczni jeszcze spali. Ci o kamiennym śnie, niezburzonym nawet przez rozliczne hałasy.
            – Co to był za koleś? – zapytała Ivrel.
            – Senki.
            – Yhy, yhy… Czyli kto?
            – Ojciec Nao go przysłał.
            – No kumam.
            Aihara westchnęła i wstawiła wodę na kawę. Przypomniała sobie o kubkach, które miał Itachi. Zupełnie o nim zapomniała.
            – Możesz przynieść z zewnątrz kubki?
            – Co?
            – Tam powinny być dwa kubki…
            – Chuj z nimi.
            – Proszę… One tam leżą... – jęknęła Setsuko, patrząc błagalnie na Inukami.
            – Dobra, dobra… Nie jęcz. Co ci tak zależy?
            – No bo…
            Ciężkie westchnięcie poprzedziło dźwięk otwieranych drzwi. Inukami wyszła na korytarz, mamrocząc coś pod nosem o niestabilności emocjonalnej i głupocie. Wróciła po chwili nieco wkurzona, ale z umorusanymi od ziemi kubkami i z hukiem postawiła je na blacie.
            – Mosz. I mnie nie denerwuj.
            – Dzięki – mruknęła Aihara, podstawiając przyjaciółce pod nos kawę. – Czarna i gorzka jak ty – dodała z uśmiechem.
            – Pf… Bardzo śmieszne.
            – Takie sobie, ale ujdzie.
            Drzwi do kuchni otworzyły się ponownie. Do środka zawitał Itachi. Obrzucił obie dziewczyny beznamiętnym spojrzeniem, które przeniósł na czarne kubki z parującą herbatą. Dopiero wtedy Ivrel zrozumiała, o co chodziło. Właściwie odczytała nastrój i postanowiła się ulotnić:
            – A ja muszę się ten… Wyprasować. Pfu! Spakować!
            – Iv! – krzyknęła za nią zdezorientowana Setsuko. – O co tej dziewczynie chodzi… Ja nie wiem.
            – Jest… Zakręcona.
            – Cała Ivrel – zaśmiała się cicho Aihara. – Napijesz się ze mną herbaty?
            – Z przyjemnością.