Rumors

Zapraszam do udziału w projekcie: Grupa Pisania Kreatywnego!

Obserwatorzy

sobota, 11 lutego 2017

Chapter 23 ~ War.



Wreszcie po długim czasie ciszy, udało mi się ruszyć, choć na razie mam tylko ten i połowę następnego rozdziału. Potrwało to dłużej, niż planowałam, ale miałam też dużo mniej czasu, niż sądziłam. I jakoś nie potrafiłam ruszyć. Toteż wygląda to, jak wygląda, ale myślę, że teraz będzie już lepiej i powoli się rozkręcę z dalszą akcją. Także… Enjoycie!

***

            Mijały dni, a potem zaczęły mijać nawet tygodnie. Setsuko niemal całkowicie odsunięto od obowiązków. Czuła się więźniem w czymś, co do niedawna zwała domem. Wszystko działo się jakby obok, bez jej udziału. I te tajemnice. Nikt nie chciał jej do końca powiedzieć, co się dzieje.
            Ufała im. Ufała swoim przyjaciołom. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuła się źle. Była uziemiona, a jej kontakty z Itachim nie uległy żadnej poprawie. Wszystko było nie tak, jak być powinno. I tej frustracji nie miała gdzie wyładować.
            Aihara obserwowała wesołą Ivrel, która coraz bardziej przyzwyczajała się do towarzystwa Naomi. Dostawały ostatnimi czasy sporo wspólnych misji. A Setsuko miała ochotę uciec. Zwyczajnie po gówniarsku wymknąć się z siedziby, zanim dostanie klaustrofobii.
            I gdy była gotowa to już zrobić, coś się zmieniło. I w ten sposób, jakby nigdy nic, nadeszła wojna. Zostali zaatakowani przez wojsko Kraju czasu z Orochimaru na czele. Towarzyszyła mu Otsune, żona króla czasu oraz jej córka, Minako.
            Najpierw był huk. Harmider. Istny chaos, a w nim ludzie. Kotłowali się walce. Czasem nawet nie wiedząc, o co walczą i z kim. Setsuko nie dała się zamknąć w siedzibie. Dzielnie stawiła czoła swoim strachom, pragnąc pokonać Orochimaru.
            Takiej walki świat jeszcze nie widział. Po raz pierwszy całe Akatsuki stanęło ramię w ramię wraz z nowymi członkami. Wszystko po to, by raz na zawsze pokonać Orochimaru. Wyrządził już zbyt wiele złego. Gdy zaatakował ich dom, nie było odwrotu.
            Płomienie rozszalały się na dobre. Setsuko mimo poczucia ogólnej beznadziei, wcale nie próżnowała. Trenowała ciężko każdego dnia. Była naprawdę skupiona. Chciała pokazać wszystkim, że nie potrzebuje ochrony. Że nie musi siedzieć zamknięta i jedynie obserwować. Mogła bronić się sama.
            Przeciwko niej stanęła Minako, przyrodnia siostra Naomi. Miała około 16 lat. Była naprawdę młoda, a może to po prostu Setsuko czuła się już stara? Ale było coś, co Minako w przeciwieństwie do swojej siostry zauważyła. I nie miała wątpliwości, że jej starsi bracia też to dostrzegli. I może właśnie, dlatego stanęli przeciwko ich matce oraz dziadkowi.
            Oczywiście nie miała pewności, a tym bardziej dowodów, ale to, co widziała, mówiło samo za siebie. Złociste, blond włosy i błękitne oczy, które tak dobrze znała. I wszystko zaczęło nabierać sensu.
            Dobrze wiedziała, co dzieje się wokół niej. Matka mogła udawać, że wszystko jest w porządku. Ale Minako nie była głupia. Znała wydarzenia sprzed lat. Wbrew pozorom znała nawet wydarzenia ze świata zewnętrznego. Shintaro i Kazuo ufali jej trochę bardziej, niż robiła to Naomi.
            Teraz wszystko stało się jasne. Elementy, które Otsune starała się przed nią ukryć, wpadły we właściwe miejsca, tworząc jednolity obraz. I postała już tylko jedna kwestia. Co Minako z tym zrobi. Mogła stanąć po stronie matki, a mogła też przerwać ten ciąg kłamstw.
            Atakowała dalej. Choćby dlatego, że była ciekawa. Setsuko dawała radę się obronić bez większego problemu. Ale nie potrafiła ukryć swojego zdziwienia. Wiedziała, że kilka lat młodsza Minako dysponuje ogromną siłą. Nic dziwnego, skoro pochodziła z klanu Chaosu i najwyraźniej trenowała ciężko od najmłodszych lat.
            Otsune zaatakowała z drugiej strony, wykorzystując fakt, że jej córka odciągała uwagę Aihary. Musiała wypełnić swoje zadanie za wszelką ceną. Inaczej wszystko, na co pracowała przez lata, legnie w gruzach. Nie zamierzała na to pozwolić.
            To nie tak, że Setsuko nie spodziewała się żadnego podstępu i ataku od tyłu. To Minako okazała się o wiele trudniejszym przeciwnikiem i absorbowała całą jej uwagę. Zorientowała się, że Otsune chce ją zaatakować, ale zabrakło jej refleksu. Wiedziała, że nie zdąży.
            Wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego. Minako, która sama atakowała ją jeszcze przed chwilą, chwyciła ją za rękaw i pociągnęła w swoją stronę. Sama natomiast zablokowała atak matki. Otsune zmarszczyła brwi. Nie sądziła, że córka jej się przeciwstawi, ale ta uśmiechnęła się tylko szeroko i złożyła kilka pieczęci. Posiadała moc, której jej matka nie miała.
            – Mina! Dobra robota! – krzyknął Shintaro. – Setsuko, skup się!
            – Łatwo ci mówić, cholera! – odpowiedziała gniewnie, ale poczuła większą motywację do walki.
            Skinęła głową do Minako w podziękowaniu za pomoc. Nie do końca rozumiała, co się wyprawia, ale najwyraźniej poznała kolejną sojuszniczkę. Wiedząc, że wokół jest tyle przychylnych jej ludzi, ruszyła do przodu ku Orochimaru.
            Gad dotychczas walczył z Madarą, który chyba tylko się z nim bawił. A na pewno nie używał całej swej mocy. Być może czekając właśnie na Aiharę. W chwilę później obok niej stanął także Itachi. Ostatnio nie dogadywali się najlepiej, ale tym razem wiedziała, że może na niego liczyć.
            Ludzie, którym przewodziła Otsune powoli tracili na liczebności. W miarę możliwości jednak, Pain zakazał ich zabijać. Mieli zostać jedynie unieszkodliwieni.
Ten rozkaz nie dotyczył natomiast Orochimaru, który przez lata miał na pieńku z Akatsuki.
            W ten oto sposób w ciągu jednego dnia zakończył się trwający lata konflikt. Nie było apokalipsy, spalonych wiosek, ani płaczu dzieci. To starcie, tak ważne dla dalszych losów świata shinobi, rozegrało się bez większego rozgłosu. Tak niepozornie, jakby w tajemnicy.
            Teraz Setsuko spacerowała w samotności po opustoszałym i opustoszonym lesie. Połamane drzewa, spory obszar lasu został po prostu zmieciony z powierzchni ziemi. To, co niegdyś maskowało ich kryjówkę, przepadło na długi czas. To był przykry widok. Gdzieniegdzie wciąż można było dostrzec ciała lub ich pozostałości, choć w znacznej mierze udało im się wszystkim zająć.
            Przede wszystkim jednak, Aihara odczuła ogromną ulgę. Na własne oczy widziała śmierć Orochimaru. Ba! Sama pozbawiła go życia. Nie było już zrzucania skóry i sztuczek. Człowiek, który przez długie lata był jej najgorszym koszmarem, już nie żył.
            – Setsuko, co ty robisz? – usłyszała za sobą i spojrzała w stronę Itachiego. – Przepadłaś ni z tego ni z owego.
            – Już po wszystkim, więc chyba nie muszę dalej siedzieć w zamknięciu.
            – Nie, ale Lider kazał cię znaleźć. Nie chcesz dowiedzieć się prawdy?
            – Chcę. I nie chcę. Wszystko razem.
            – Chodź – wyciągnął do niej dłoń – nie możesz od tego uciec.
            – Ale mogę to przynajmniej chwilę odwlec – stwierdziła i uśmiechnęła się blado. Trzymała jego dłoń, ale nie ruszyła się o krok. Zamiast tego pociągnęła go w przeciwną stronę. – Proszę… Tylko chwilę.
            – Co to da?
            – Chcę jeszcze chwilę rozkoszować się wolnością.
            – Brzmisz, jakbyś za chwilę miała ją stracić.
            – Shin obiecał, że po wszystkim powie mi prawdę – wyjaśniła i zamknęła na moment oczy. Gdy je otworzyła, spojrzała z powagą na Uchihę. – Czuję, że po tej rozmowie nic już nie będzie takie samo. Więc proszę… Potrzebuję tych kilku minut.
            – Dobrze, ale tylko chwilę. Inaczej wrócę tu po ciebie.
            – Nie musisz nawet odchodzić. Możesz zostać… Mam wrażenie, że ostatnimi czasy nie mieliśmy zbyt wiele okazji, by porozmawiać – zaśmiała się Setsuko, ale był to śmiech niewesoły. – Ale może mi się tylko wydaje.
            – Prze…
            – Nie przepraszaj – ubiegła go. – O nie. Nie przepraszaj, bo to będzie znaczyło, że zrobiłeś coś, za co musiałbyś przeprosić. Na przykład, że mnie unikałeś. Więc nie przepraszaj. Zostań tym samym, zimnym Itachim, którego mało, co interesuje.
            – Setsuko…
            – Nie chcę przeprosin. Chcę przyjaciela, któremu mogę zaufać.
            – Miałeś ją uprowadzić… Tfu. Przyprowadzić, a wy sobie randkę urządzacie? – Kawałek od nich stał Madara, wpatrujący się w ich złączone dłonie. – Wszyscy czekają.
            – Przepraszam, to ja zatrzymałam Itachiego – odparła Setsuko.
            – Wydawało mi się, że chcesz poznać prawdę.
            – Chcę. Możemy iść.
            Wszyscy członkowie Akatsuki, ale także kilka dodatkowych osób, które zostały do tego upoważnione, zebrali się w głównej sali siedziby organizacji. Setsuko wraz z członkami klanu Uchiha zjawiła się na końcu. Zaskoczona tak licznym gronem, przystanęła w drzwiach. W efekcie Itachi prawie na nią wpadł. Uratował go refleks.
            Poza osobami należącymi do organizacji, dostrzegła oczywiście Shintaro i Kazuo, ale również Minako. Choć pierwotnie dziewczyna przybyła z wrogą armią i być może zamiarem zabicia jej, ostatecznie sama uratowała życie Aihary przed podstępnym atakiem Otsune.
            – Nareszcie – powiedział Akasuna, widząc, że główna zainteresowana przybyła na zebranie. – Długo wam zeszło i potrzebowaliście jeszcze Madary, żeby was przyprowadził?
            Normalnie Setsuko pewnie by się zdenerwowała. Może nawet dałaby się sprowokować i odpowiedziała coś w równie miłym tonie. Tym razem jednak było inaczej. Rzuciła Sasoriemu ostrzegawcze spojrzenie, wyjątkowo przerażające, jak na pogodną z natury Setsuko. Skutecznie go tym uciszyła jak i wszystkie szepty.
            – Dobrze, koniec tego dobrego – powiedział Pain. – Co prawda ja i Madara znamy już prawdę, ale lepiej będzie, jeśli to Shintaro zabierze głos.
            – Może powinniśmy zostawić ich samych? – podsunął Madara.
            – Nie widzę potrzeby – ucięła chłodno Aihara. – Cokolwiek to jest, wszyscy zostali wciągnięci w ten konflikt i należą im się wyjaśnienia.
            – Powiało grozą – mruknął Kisame, próbując rozładować napięcie.
            – Och, zamknij się, Sushi – syknęła Minako. – Mój brat chce coś powiedzieć.
            – Mała wojowniczka – zaśmiał się Hidan, oblizując usta i łypiąc lubieżnie na rudą.
            Odpowiedziała mu, pokazując środkowy palec.
            – Do rzeczy – odchrząknął Pain i spojrzał znacząco na Shintaro.
            Ten wystąpił odrobinę na przód, przygotowując się do tego, co za chwilę miało paść z jego ust.
            – Jeśli mam być szczery, to ta sytuacja jest odrobinę trudna – zaczął, wyraźnie nie wiedząc, co powinien powiedzieć. – Wręcz skomplikowana. Chciałbym, żeby istniał jakiś łagodny sposób, by przekazać ci te wieści. A może w głębi duszy przeczuwasz już, co chcę powiedzieć.
            – Shintaro – powiedziała Setsuko i uśmiechnęła się zachęcająco. – Nie przejmuj się tym, po prostu powiedz, o co chodzi.
            Próbowała zgrywać spokojną, ale w duchu nie tyle wiedziała, co zaraz usłyszy, a raczej jej duch był bardziej, niż przerażony. Z trudem powstrzymywała drżenie rąk. Niepewność była straszna. I choć Setsuko podejrzewała, że specjalnie gorszych wieści, niż dotychczas raczej nie usłyszy, wciąż się tego obawiała.
            – W takim razie pozwól, że zacznę od początku, bo ta historia sięga o wiele dalej, niż mogłoby się wydawać – oznajmił z powagą Shintaro. – Wspomniałem ci jakiś czas temu o tym, że Orochimaru jest… Był naszym dziadkiem – poprawił się. – Ojcem naszej matki, Otsune, czego łatwo można się domyślić. Nie wiem zbyt wiele o tym okresie, nic poza opowieściami matki. Wiem natomiast, że Orochimaru przez długie lata nie interesował się losami swojej córki. Potem zaczął szukać sposobu na przedłużenie swojego życia, a raczej nieśmiertelność. W poszukiwaniach tych zawędrował daleko i jako jeden z nielicznych dotarł do Kraju Czasu.
            – Więc gadzina wiedziała o wszystkim – mruknął pod nosem Kakuzu.
            Nie pomny na to Pain, odchrząknął znacząco.
            – Najwyraźniej upatrywał pewną nadzieję w zdolnościach naszego klanu. Potrafimy, bowiem, manipulować Chaosem. Szeroko pojętym chaosem. To nie tylko połączenie pięciu elementów, a moc stwórcza. Zdolność do manipulowania czasem i przestrzenią. Jako że początki naszego klanu sięgać mają Mędrca Siedmiu Ścieżek i jednego z jego braci, będącego naszym przodkiem.
            – Ciekawa teoria – stwierdził Akasuna. – Nie znamy losu pozostałych braci Mędrca.
            – Ale chyba nie przyszedłeś się tu chwalić genami koleś – wtrącił się Hidan. – Bo mi to się wydaje, że miałeś wyjaśnić coś z GOŁA innego.
            – Racja – przyznał Shintaro i uśmiechnął się blado. – Orochimaru upatrywał szansę w zdolnościach naszego klanu. Jednak nasz klan jest potężny i nawet Orochimaru nie odważył się bezpośrednio ingerować. Zdobył przychylność poprzedniego władcy, oferując mu swoją wiedzę. Wtedy też przypomniał sobie o naszej matce. Wytrenował ją i pozostawił pod opieką poprzedniego króla. W ten sposób stała się częścią dworu.
            – Dworu?
            – Hierarchia w Kraju Czasu wygląda troszeczkę inaczej. Nie ma Kage przewodzącego wiosce – z pomocą przyszła Naomi, wyjaśniając kilka rzeczy. – Nasz klan rządzi całym krajem. Żyjemy w zamku. Ogromnej twierdzy wraz z resztą mieszkańców dworu, a więc doradcami i zarządcami.
            – Jest dokładnie tak, jak mówi Nao – przytaknął Shintaro i kontynuował: – Nasza matka miała jedno, choć najwyraźniej niezbyt proste zadanie, uwieść młodego wówczas Eijiro, naszego ojca. Orochimaru miał doskonały plan. Wydając Otsune za kogoś z klanu czasu zyskałby łatwy dostęp do zdolności manipulowania czasem. Choć prawdopodobnie łasił się też na władzę, skoro wybrał pierworodnego z braci. Wtedy jednak zdarzyło się coś, czego nie przewidział, a zarazem coś, co stworzyło mu jeszcze wspanialszą szansę. Eijiro zakochał się w nieznajomej.
            – Nie rozumiem, jak to się ma do obecnej sprawy – tym razem to Itachi nie wytrzymał. – Zresztą nie wydaje mi się, żeby podboje miłosne waszego ojca były tak istotne dla Orochimaru.
            – I tu się mylisz – odparł z powagą Kazuo, który dotychczas milczał. – Eijiro zakochał się w różanej księżniczce.
            – Przecież to tylko legenda – zauważył Akasuna.
            – Legenda o różanej księżniczce jest jak najbardziej prawdziwa. Dziewczyna pochodziła z tajemniczej wioski z klanu Róży. Ciężko stwierdzić, jak udało jej się przetrwać, skoro wioska została zmieciona z powierzchni ziemi dobrych kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset lat temu. Wiemy natomiast, że był to klan posiadający unikatowe zdolności, być może bardziej unikatowe, niż nasza rodzina. Różana księżniczka została żoną Eijiro. Dzieci tej dwójki miały mieć niesamowite zdolności połączone z leczniczych mocy różanej księżniczki i manipulacji chaosem. Orochimaru wiedział, że dziecko posiadające taką moc mogłoby spełnić jego marzenie. W swej zachłanności nie przewidział natomiast kilku innych rzeczy.
            – Jakich? – zapytał Akasuna.