Rumors

Zapraszam do udziału w projekcie: Grupa Pisania Kreatywnego!

Obserwatorzy

czwartek, 30 listopada 2017

Chapter 27 ~ Inukami.

            Wyszła na korytarz i od razu natknęła się na Itachiego. Dlaczego ze wszystkich ludzi akurat on? Tego nie rozumiała. To też nie tak, że go nie lubiła, ale gościu trochę ją wnerwiał. Może dlatego, że Setsuko tak za nim szalała, a może trochę jej zazdrościła... Sama nie mogła się tak zachowywać. Gdy ostatni raz dała się ponieść, wylądowała z Kakashim w liściach, a wszystko zepsuł Hidan.
            – I co się gapisz? – warknęła, gdy Uchiha zaszczycił ją spojrzeniem, choć to ona wgapiała się w niego przez dłuższą chwilę. – Nie masz co robić?
            – W przeciwieństwie do ciebie... Mam – odparł ponuro.
            – Jak wkurzanie porządnych ludzi?
            – Porządnych – powtórzył po niej z jakąś dziwną nutą w głosie.
            – Masz jakieś, kurwa, wątpliwości? Lepiej pilnuj Setsuko.
            – To właśnie robię.
            – Za słabo. Niedługo Reiji ukradnie ci ją sprzed nosa – oznajmiła tryumfalnie Inukami. – I dobrze. Setsuko zasługuje na fajnego faceta, jakim jest mój brat, a nie...
            – Reiji?
            – Nie powiedziała ci? Widziała się z nim podczas tej waszej ostatniej misji.
            – Cały czas była ze mną.
            – No, najwyraźniej nie cały. Ale ja tam uważam, że to dobrze. Nie powinna sobie zawracać głowy takim bucem, jak ty. – Nie odpowiedział na tą jawną zaczepkę, choć w jego oczach przez moment błysnął sharingan. – Jasne! Strasz mnie srakinganem, a potem uciekaj jak jakiś tchórz. Wielce pan Itachi nie ma czasu dla kogoś takiego, jak ja, co? To poniżej twojej godności, jak sądzę!
            – Na litość boską, na kogo się tak wydzierasz? – zapytał Akasuna, który wyjrzał ze swojego pokoju. – Musisz wszczynać od rana burdy?
            – To jego wina – naburmuszyła się Ivrel. – Kretyn.
            Chciała trochę pobyć w samotności, ale niekoniecznie zamknięta w pokoju prowizorycznej siedziby. Prowizorycznej, bo jak na razie był to tylko jeden z budynków administracyjnych, przekształcony za pomocą rinnengana. Prawdziwa siedziba wciąż była „w budowie”. Zresztą i tak niewiele mieli czasu na spędzanie w wiosce dźwięku. Non stop dostawali jakieś misje.
            Musieli przecież zabezpieczyć najbliższą okolicę wioski i sukcesywnie poszerzać swoje wpływy. Zawsze jednak ktoś znajdował się w kwaterze, gdyby niedobitkom z szeregów Orochimaru ubzdurało się ich zaatakować.
            Ledwo weszła na miniaturową wersję bojówki, coś wybuchło. Usłyszała pisk, a potem klaskanie. Domyśliła się, że Deidara znów pokazuje coś Naomi, której najwyraźniej podobały się te końskie zaloty.
            Użyła jutsu przemiany, by przeistoczyć się w jaszczurkę. Dzięki temu będzie mogła podokuczać Nao, a i droczenie się z Deidarą sprawiało jej radochę. Tego dnia zwłaszcza miała ochotę nieco się po psocić.
            Trochę to trwało, nim Deidara zorientował się, dlaczego jego figurki nie wybuchają. Znaczy... Wiedział oczywiście, że to przez raiton, ale nie spodziewał się, że ktoś będzie sabotował jego pokaz.
            – Ivrel, un! – krzyknął, gdy Naomi już poszła. Pain wezwał ją do siebie, najpewniej w sprawie kolejnej misji. – Wyłaź, albo wysadzę całą bojówkę, un!
            Może i wyszłaby z tego bez szwanku, ale jej ciuchy już nie koniecznie. A lubiła ten strój. Nie miała, więc innego wyjścia.
            – Czekaj! – krzyknęła.
Za bardzo ceniła sobie sprany T–shirt, który dostała od brata dobre dwa lata temu.
            – Wiedziałem, un! – naburmuszył się chłopak.
            – Za stary już jesteś, żeby panny podrywać na "ptaszki" – ostatnie słowo specjalnie zaakcentowała.
Blondyn poczerwieniał.
            – Weź ją po prostu gdzieś zaproś, bo tak to ona nigdy nie zaczai...
            – Co ty możesz wiedzieć, un?
            – Jestem kobietą. Oczywiście, że... – urwała widząc minę Deidary. – Co to kurwa, za zdziwienie? Ja ci się zaraz zdziwię!
            – Po prostu się nie wtrącaj, un!
            – Aż przykro się patrzy na te podchody. Przecież ta dziewczyna w życiu nie rozkmini, o co chodzi.
            – To nie twoja sprawa, un.
            – Nie pokazuj jej sztucznych ptaszków, bo nigdy nie pokażesz jej prawdziwego.
            – Odwal się, un! Jesteś jakaś niewyżyta.
            – A co? Chcesz mi pomóc się wyżyć? – zapytała Ivrel, a w jej oczach pojawiły się zadziorne iskierki.
            – Nie. I daj mi spokój – oburzył się Deidara, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
            – Dobra, dobra. Nie spinaj się tak, tylko żartowałam. Szkoda mi cię chłopaku, jak tak to obserwuje.
            – Mnie ci szkoda, czy siebie? Nie masz własnych problemów? – zapytał z wyrzutem Deidara.
            – Mam – odparła cicho Inukami. – Ale wam mogę pomóc. Sobie nie – dodała, przypominając sobie żal, z jakim patrzył na nią wtedy Kakashi.
            Nie rozumiał, że musiała odejść z wioski.
            – Nie chciałem, un… – strapił się blondyn. – No wiesz…
            – Wiem – rzuciła na odchodne Ivrel i opuściła bojówkę.
            Dostała za swoje. Wiedziała to. Szukała zaczepki i to się na niej zemściło.
            – Ivrel. – Szła pogrążona w myślach, nie zwracając uwagi na nawoływanie. – Ivrel. Ivrel! – Ocknęła się dopiero, gdy ktoś chwycił ją za ramię. – Ivrel, słyszysz?
            – Shin? – zdziwiła się, widząc jednego z braci Nao. – Czego chcesz?
            – Mamy razem misję.
            – Misję? My?
            – To właśnie powiedziałem – zauważył chłopak i uśmiechnął się ciepło. – Ktoś tu chyba wstał lewą nogą.
            – Ktoś tu chyba chce w ryj – odgryzła się Inukami. – Ty w ogóle jesteś członkiem Akatsuki?
            – Takim bardziej tymczasowym, ale tak. Powiedziałem Painowi, że wraz z Kazuo chcemy wam pomóc. Przydzielił mi z tobą zadanie. Mamy namiary na kilku uciekinierów należących do ludzi Orochimaru. Mamy się nimi zająć.
            – No dobrze. Zgarnę tylko kilka rzeczy i możemy ruszać.
            – Nie mieliśmy zbyt wielu okazji, żeby porozmawiać. Mam nadzieję, że się dogadamy.
            – Nie mam nic przeciwko tobie, jeśli o to ci chodzi...
            – Zwyczajnie martwisz się o Setsuko. Wiem. Cieszy mnie, że ma kogoś takiego. To dla niej ciężki okres, więc ona potrzebuje kogoś, komu może zaufać.
            – Jasna sprawa. Ona mi też pomogła, kiedy tego potrzebowałam. Obie jesteśmy z Konohy. Znaczy...
            – A więc znacie się od dziecka?
            – Tak, w sumie tak.
            – Mam nadzieję, że opowiesz mi co nieco.
            – E... No dobra. To poczekaj chwilę.
            Ivrela czym prędzej czmychnęła po swoje rzeczy. Wciąż nie była do końca przekonana, co do braci Naomi, ale wydawało się, że nie są tacy źli. Może mogła dać im szansę?
            – Ale wiesz, że ja nie znałam jej zbyt dobrze, gdy byłyśmy młodsze?
            – Nie szkodzi – odparł Miyagi i przepuścił ją w drzwiach z siedziby. Wykonał jutsu przyzwania. Przed nimi pojawił się feniks, podobny do tego, którego czasem przyzywała Setsuko. Ivrel sapnęła cicho. Nigdy nie lubiła latać z Aiharą, a teraz znów ktoś próbował ją do tego zmusić. – Zapraszam.
            – Musimy? – jęknęła Inukami.
            – Tak będzie szybciej – stwierdził i gdy oboje usadowili się na grzbiecie ptaszyska, zapytał: – To skąd właściwie znasz Setsuko?
            – W akademii chodziłyśmy do tej samej klasy, ale nie trzymałyśmy się razem. Ja trzymałam się z chłopakami, ona z dziewczynami. No i przyjaźniła się z Itachim.
            – Itachim? Nic dziwnego, że...
            – Nic dziwnego, że... Co?
            – To wyjaśniałoby wrogość Itachiego, jeśli od zawsze byli ze sobą blisko.
            – Nieee – Ivrel machnęła ręką – on po prostu nienawidzi całego świata.
            Shintaro roześmiał się w głos.
            –Tak myślisz?
            – Ja to wiem! Jest po prostu bucem. Chociaż wydaje mi się, że on coś do niej...
            – Tak, myślę, że to całkiem możliwe.
            – Chociaż nadal wolałabym, żeby była z moim bratem.
            – Masz brata? – zaciekawił się Shintaro.
            – Tak. On i Setsuko przyjaźnili się odkąd Setsuko wstąpiła do anbu.
            – Anbu... To... Ta grupa pracująca pod ścisłą jurysdykcją Hokage?
            – Tak. Prawdopodobnie poszła tam z powodu Itachiego... Ale nasz geniusz pracował sam. A z czasem "zdradził" wioskę i odszedł do Akatsuki. Setsuko zaś zaprzyjaźniła się z Reijim i Junem, przez lata pracowali razem.
            – Rozumiem – westchnął Shintaro. – A jak to się stało, że teraz się przyjaźnicie?
            – Obie byłyśmy w Anbu. Rozstałam się z moim chłopakiem, a przez związek z nim byłam w złych stosunkach z Reijim, więc właściwie nie miałam się gdzie podziać. Setsuko była pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy tamtego dnia.
            – Zaś ty byłaś przy niej, gdy ona tego potrzebowała – zauważył Shintaro. Ivrel wzruszyła ramionami. – Kiedy mogłaś mieć dom i spokojne życie w wiosce po jej odejściu, ty próbowałaś zająć jej miejsce na tej misji, a gdy się nie udało, podążyłaś za nią. Tak powiedziała Setsuko.
            – Tak powiedziała? – zdziwiła się Ivrel. – A więc rozmawiałeś z nią o tym?
            – Tak, ale byłem ciekawy, jak to wygląda z twojej perspektywy.
            – Drań – mruknęła Inukami. – A więc zwyczajnie mnie sprawdzałeś.
              No, może trochę.
            – Więc co? Ta misja była tylko pretekstem, żeby mnie przepytać? – zapytała z wyrzutem Inukami i zmarszczyła brwi.
            – Niezupełnie. Ta misja była pretekstem, żeby zobaczyć w walce twoje zdolności.
            – Dlaczego?
            – Ponieważ w czasie walki z Orochimaru nie miałem czasu przyjrzeć się zbyt uważnie, ale zdaje mi się, że masz bardzo interesujące zdolności, Ivrello. Jeśli moje przypuszczenia się potwierdzą, ciebie również może to zainteresować?
            Zupełnie nie nadążała za tym kolesiem. Zmrużyła oczy, obserwując go uważnie, ale nie wyczuwała wrogości, ani żadnych złych intencji. No i Setsuko też mu ufała, ale z drugiej strony Setsuko ufała też Itachiemu…
            – Co z moimi zdolnościami?
            – Na razie nie zawracaj sobie tym głowy.
            – Ej, tak się nie robi. Sam zacząłeś temat – oburzyła się Ivrel. – Próbujesz ze mną pogrywać jak z Setsu? Po co te tajemnice?
            – Być może masz rację – westchnął Shintaro. – Podejrzewam, że stare zwyczaje ciężko umierają. Całe moje życie to same tajemnice. Przed ojcem, przed matką. Sam byłem tajemnicą przez wiele lat.
            – Skończ z tym, póki masz jeszcze szansę. Życie w kłamstwie jest do dupy. Takie nieprawdziwe – ciągnęła dalej Inukami. – Nie męczy cię to?
Znów się roześmiał, ale nie był to wesoły śmiech.
            – Więc jak mam to zrobić?
            – Bądź prawdziwy. Nie motaj, nie trzymaj tajemnic i nie kłam. Zacznij od powiedzenia, dlaczego interesują cię moje zdolności.
Westchnął.
            – Twoje zdolności... Przynajmniej tyle ile widziałem, wyglądają jak nie do końca opanowana wersja czegoś, co znam z kraju czasu. Ale nie mam pewności, więc nie chciałem ci mówić do tego czasu.
            – Co? Co ci to przypomina?
            – Na obrzeżach kraju czasu jest wioska wilków.
            – Wioska wilków – powtórzyła Ivrella, marszcząc brwi, a jej oczy rozbłysnęły. – Chcę się tam udać!
            – To nie takie proste. To zamknięta, odizolowana wioska. Nie lubią tam obcych. Nawet my nie wtrącamy się w ich sprawy, a oni w nasze.
            – Co wiesz o tej wiosce? Wiesz coś więcej?
            – Niewiele. Wiem tylko, jak nazywa się przywódca wioski. Oraz to, że ludzie i wilki żyją tam w zgodzie, jak jedna, wielka wataha.
            – Cholera – mruknęła Ivrel.
            – Coś się stało?
            – Chcę tam zamieszkać!
            – To nie takie proste. – Inukami nagle spoważniała. – Ale nie przejmuj się – strapił się chłopak, sądząc, że ją zamucił.
            – Moi rodzice nie pochodzą z Konohy. Nikt nie wie, z jakiego kraju przybyli i dlaczego wybrali jako dom akurat Konohę. Zginęli w wojnie, podczas ataku Kyuubiego na wioskę, gdy byłam jeszcze mała. Od tego czasu zajmował się mną Reiji. Nigdy nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele o naszych rodzicach. Zawsze powtarzali, że powiedzą nam wszystko, gdy podrośniemy.
            – Więc to może być prawda.
            – Na razie to i tak bez znaczenia – powiedziała nagle Ivrel.